Reportaż z wyjazdu na Słowację 05-07.12.2008
Podróże kształcą, wszyscy o tym wiedzą. Również tym razem nie było inaczej.
Wyjazd na Słowację dostarczył nam możliwości poznania nowych osób i miejsc,
pozwolił miło spędzić czas oraz jeszcze bardziej zintegrować się nam w chóralnych szeregach.
Wszystko zaczęło się od zaproszenia Sonantesek przez słowacki chór Laudamus do
uzdrowiskowej miejscowości w zachodniej Słowacji - Pieszczany. Okazją był III
Międzynarodowy Festiwal Impresje Bożonarodzeniowe.
Nasza przygoda zaczęła się już w piątek, 5 grudnia. Równo o północy, lekko podekscytowane wyjechałyśmy ze stolicy Wielkopolski na podbój świata. Pierwszym celem naszej podróży był Zamek Orawski, wznoszący się na dolomitowej skale,
wypiętrzonej stromo 112 metrów nad lustrem rzeki Orawy. Dziedziniec, sale pełne wojskowych akcesoriów (szable, broń palna, zbroje), komnaty mieszkalne, antyczne meble, wszystko to pozwoliło przenieść się nam do czasów świetności Zamku Orawskiego. Ciekawym punktem zwiedzania były
pomieszczenia pełne dzikich zwierząt, od najmniejszych: kuny, zające, ptaki drapieżne, do ogromnych władców lasu, jak
np. jelenie, wilki czy niedźwiedzie. Przez prawie 2 godziny zwiedzania, musiałyśmy przebyć setki schodów, aby w końcu
dojść do najwyżej położonej części Zamku. Widoki na okolicę zapierały dech w piersiach, przede wszystkim dzięki
okalającym budowlę szczytom górskim - Karpatom Zachodnim.
W godzinach wieczornych dotarłyśmy do Pieszczan. Przez małe
niedopowiedzenie organizatorów miałyśmy drobne problemy z dotarciem do miejsca zakwaterowania, jednak dzięki ogromnemu
zaangażowaniu naszej kochanej prezeski chóru, dyrygentki i panów kierowców, dotarłyśmy bezpiecznie do Hotelowej
Akademii, w której mieszkałyśmy do końca naszego pobytu w Pieszczanach. Powitano nas pyszną kolacją, po której
znalazłyśmy jeszcze siły na późnowieczorne wyjście na Stare Miasto. W centrum Pieszczan znalazłyśmy
idealne miejsce na leniwy wieczór - Art Jazz Gallery. Stylowa restauracja, muzyka jazzowa sącząca
się w tle, pyszny Złoty Bażant oraz wyborne towarzystwo - wszystko to złożyło się na miłe zakończenie bardzo aktywnego
pierwszego dnia wyjazdu:)
W sobotę (6.12) po śniadaniu zostałyśmy przywitane przez jedną z chórzystek Laudamusa, która
stała się naszym przewodnikiem po mieście. Pierwszym punktem zwiedzania było Muzeum Balneologiczne, w którym zebrane
zostały
okazałe eksponaty związane z historią uzdrowiska: mamuci kieł, rzeźba Afrodyty, maszyny do butelkowania
zdrowotnej wody, ludowe stroje i chatka, urządzona zgodnie z wyglądem dawnych domostw mieszkańców.
Wszystko to zrobiło na nas ogromne wrażenie.
Następnie udałyśmy się na wyspę Kúpežny ostrov, położoną
pomiędzy odnogami Wagu. Po drodze minęłyśmy symbol Pieszczan, widniejący na herbie uzdrowiska. Jest to rzeźba
młodzieńca łamiącego kule. Po przejściu Mostu z kolumnadą, łączącego "stałe miasto" z uzdrowiskową wyspą, mogłyśmy
podziwiać wspaniały Hotel Thermia Palace, który również ma wielkie znaczenie dla Pieszczan. Zwiedziłyśmy otaczające
pałac piękne ogrody z licznymi ścieżkami spacerowymi, stawami z wodą termalną, pełnymi małych rybek i żółwi. Miałyśmy
także możliwość skosztowania tej cudownej, uzdrawiającej wody, jednak szczerze powiedziawszy nie należy ona do
najsmaczniejszych. Wieczorem, o godz. 18.30 wziełyśmy udział głównym koncercie festiwalowym, który odbywał się w
centrum kulturalno-społecznym Fontana. Śpiewałyśmy polskie kolędy i pieśni Maryjne. Oprócz nas występowały także
chóry z Włoch - Cantori Del Mattino, z Finlandii - Jyranko-Kuoro oraz gospodarze - Chór Laudamus z Pieszczan. Wszystkie
występy były pokazem umiejętności poszczególnych chórów, ale również pokazywały różnorodność i odmienność muzyki
każdego z rajów. Na zakończenie wszyscy razem zaśpiewali kolędę Cicha noc po niemiecku
a następnie poszczególne chóry śpiewały tę kolędę w swoim języku. Było to piękne przesłanie Festiwalu: Muzyka łączy
różne nacje. Po występach na wszystkich chórzystów czekał bakiet. Gdy wszyscy zdążyli się już nasycić i napoić,
rozpoczęła się prawdziwa zabawa. Śpiewy, tańce, wesołe rozmowy, przybycie św. Mikołaja z Laponii (jak wiadomo,
kraina ta leży w Finlandii)... i wtedy nawet początkowe trudności z porozumieniem się wynikające z odmienności
kulturowej i językowej - nie miały znaczenia:) Każdy bawił się znakomicie, bo jak powszechnie wiadomo - muzyka łączy ludzi.
Tak intensywna sobota przysporzyła nam troszkę kłopotu w rannym wstawaniu dnia następnego. W niedzielę (7.12) o
godz. 9.00 czynnie uczestniczyłyśmy we Mszy Św. w kościele św. Stefana, gdzie zaśpiewałyśmy kilka pieśni Maryjnych.
Nasz występ został odebrany z wielką aprobatą mieszkańców, którzy dziękowali nam za "krasne" wykonanie utworów ku czci Maryi.
Po godz. 15.00 miałyśmy kolejny i niestety już ostatni występ przed słowacką publicznością. Na scenie przy Starym
Rynku zaśpiewałyśmy piękne polskie kolędy, które również zostały serdecznie przyjęte przez przybyłych;).
Najzabawniejszym momentem w trakcie tego koncertu był element grozy, który zasiała w nas nasza dyrygentka Hania.
Niczego nieświadoma, w trakcie kolędy "Z narodzenia Pana", dała nam znak, abyśmy zaśpiewały 3
zwrotkę. Jednak my, patrząc uparcie w nuty widziałyśmy tylko 2 zwrotki tej kolędy. Cały chór dawał coraz mniej
dyskretnie znaki pani dyrygent, że nie możemy zaśpiewać tego, czego ona chciała. Wszystkie chórzystki, zgodnie kiwały
głowami "na nie". Musiało to śmiesznie wyglądać, szczególnie, że pod koniec każda z nas nie mogła już powstrzymać się
od śmiechu. Ale przecież na pewno Słowacy pomyśleli, że muzyka daje nam tak wielką radość, że nawet podczas występów
nie możemy powstrzymać się od (u)śmiechu:). Po koncercie jeszcze krótki, ale jakże słodki poczęstunek przy herbacie
i w końcu wyruszyliśmy - przed nami długa podróż do domu. Ahoj, Slovakia! Wszystko co dobre, szybko się kończy, jednak
na szczęście wspomnienia pozostają, a ten wyjazd na pewno na długo pozostanie w naszej pamięci i w naszych sercach:)
Autor: Renia Wojtkowiak Sopran II
Galeria zdjęć z wyjazdu
|